Piotr Stanisław Król Salonik Literacki Piotra Stanisława Króla
Strona główna
Kilka słów o autorze
Prezentacja prozy
Prezentacja wybranych wierszy
Przeczytaj opowiadanie przy małej czarnej
Wybrane tłumaczenia twórczości Piotra Stanisława Króla
Nagrania video - fragmenty książek
Recenzje książek autora
Felietony
Ulubione cytaty
Niezależny Magazyn Społeczno-Kulturalny InterMosty
Salonik Literacki otwarty na dobrą, przemawiającą do nas twórczość Poetów - zapraszam! Goście na Moście Saloniku Literackiego Galeria zdjęć autora, najbliższych i przyjaciół
Gdzie można kupić książki autora?
Kontakt z autorem
POEZJA

Piotr Stanisław Król
Olivia

jak przed laty znów leżysz przede mną
i czekasz na dotyk moich dłoni
na delikatną pieszczotę palców
z niecierpliwością odkrywających miejsca,
kiedyś odkryte, ale wciąż kryjące w sobie
tak wiele słodkich, ekscytujących tajemnic
leżysz znów przede mną i czekasz
czemu? miałaś prawo mnie przekląć
wrzucić w otchłań, czarną dziurę niepamięci
porzucona, wzgardzona, zdradzona tyle razy
także i w męskich, jakże modnych dziś
eksperymentach... orientację zmieniłem
atrakcyjni, szybcy, niecierpliwi, kapryśni, niestali
wiecznie o coś aplikujący, wciąż im za mało, za mało...
odchodzą jedni, wdzięcząc się przychodzą następni
ty jesteś kryształowo czysta, wierna, cierpliwa
nic nie mówisz, czekasz i wciąż marzysz
o nocach upojnych, spijanych do samego dna
do świtu, wypełnionych szaleństwem, ekstazą
z armeńskim koniakiem pitym za napoleona
którego nam tak brakowało, jak wymarzonej wolności
czasami znikałaś, inni brali ciebie z czułością na ręce,
chcąc spędzić z tobą noc, czasami dwie, takie były czasy
czekałem, kląłem, bałem się, że nie wrócisz,, że...
zawsze wracałaś, cicha, skromna, najwierniejsza z wiernych
dziś naznaczeni, pokiereszowani przez nieustannie bijący zegar życia
pragniemy powrotu do tamtych cudownych chwil
dotykam cię, głaszczę, przesuwam dłonie w górę, w dół
opuszkiem palca, krągłymi ruchami masuję
twój rozkoszny punkt G, delikatnie naciskam
wydajesz, jak przed laty, to samo westchnienie
głos z twojego wnętrza, który tak kocham
leżysz znów przede mną spełniona, szczęśliwa
moja kochana Olivio, ze szlachetnego rodu Olivetti
szlachetność twoja tysiącami słów przez wielu spisana
słów, które poniósł wiatr historii i zepchnął w cień
kładę palce na klawiaturze twojego ponętnego ciała
przepraszam się po wielu latach z Poezją
i piszę ten wiersz
dla Ciebie

                * Olivia - walizkowa maszyna do pisania marki Olivetti

Piotr Stanisław Król
Wizyta

wpadł wieczorem niezapowiedziany
nieproszony, jak zwykł to czynić
- nie tak kurna miało być! - krzyknął w progu
- nie tak... wódki nalej, robaka mi zalej!
nalałem...

lśniąca zatoka, kiedyś była tam dżungla
czarnych zmierzwionych włosów, brzuch-bęben
- żona odeszła... - która pytam - trzecia...
- nie tak miało być - machnął ręką - kobiety, kobiety...
nalałem...

oczy wbił w ścianę, jakby chciał ją przebić
szare, otoczone gęstą pajęczyną zmarszczek
- Mirka pamiętasz? donosy pisał, TW jakiś tam...
- nie tak miało być -
posmutniał - lubiliśmy drania
nalałem...

wstał, nerwowo chodził od ściany do ściany
rumieńce na policzkach, ciśnienie skoczyło
- zawały trzy miałem - klapnął ciężko na krześle
- nie tak miało być... cholera! pamiętasz jak biegałem?
nalałem...

po północy wypadł z domu z okrzykiem na ustach
niczym hetman husarię na krwawy bój wiodący
- nie tak miało być?! przywrócimy idei blask! - wzniósł ręce
- pójdź za mną! - krzyknął i zniknął w mroku nocy
zamknąłem drzwi...

Piotr Stanisław Król
Kochać czy kochen

przed laty przy piwie w staromiejskim Krokodylu
szprechałem z pewnym grubym Hansem z Kilonii
przy trzecim jasnym zapytał mrużąc figlarnie oczy:
liebst du Maedchen? Natuerlich - odrzekłem
kocham dziewczyny - podkreśłiłem z polska
mit Salz und Pfeffer kochst du die? - ryknął śmiechem
zagotowało się coś we mnie, wsypałem sól i pieprz
i wbiłem widelec w golonkę podaną przez śliczną kelnerkę
spojrzała mi głęboko w oczy i szepnęła - dziękuję, chłopcy,
ja was także... kochen, na bardzo wolnym ogniu...

                * kochen (niem.) - gotować

Piotr Stanisław Król
Pomnik i stary clochard

cokola społeczność, świat lekko zatartej pamięci
stoją, siedzą, milczą wpatrzeni w dziś, jutro
w kamiennym, marmurowym świecie słychać
głos ptaków składających ofiary na ich głowach
czasem zatrzyma się jakiś turysta i pstryknie
palcami, zapalniczką, lub migawką cyfrówki
raz w roku zawita delegacja z wieńcem róż
i wygłosi wykrochmalone, wybielone, sztywne słowa
po czym rozluźniając z ulgą krawaty idą na wódkę
a my? - słychać szepty błąkające się w szumie drzew
my też piliśmy na umór, paliliśmy tytoń, kochaliśmy kobiety i...
i popełnialiśmy czyny, za które w marmurze, betonie, kamieniu
tkwimy teraz na placach, skwerach, rondach podparci cokołami
- zatańczcie, zaśpiewajcie, wypijcie i otwórzcie serca oraz dusze!

pod pomnikiem usiadł stary clochard, splunął, otworzył tanie wino
spojrzał w oczy skamieniałemu z wrażenia poecie
i wyszeptał ochryple:
- jesteś jedynym, który mnie na tym świecie słucha,
kocham cię Mistrzu!

pili do rana

Piotr Stanisław Król
Powroty do rajskiego ogrodu

znów wtulasz głowę w moje ramię
cichutko pomrukując jak kotka
twoje włosy delikatnie łaskoczą
moją nieogoloną twarz figlując
z szorstką, męską szczeciną
dwunożowa maszynka Wilkinson
czeka cierpliwie już trzeci dzień
- fajna tarka, utrę jabłuszko
z drzewa rajskiego ogrodu!
śmiejesz się i schodzisz niżej
w poszukiwaniu węża, który
z wrażenia stanął na baczność

za nic nie powiem mu - spocznij,
sama to... zrób

Piotr Stanisław Król
Rewolucjoniści

Robespierre pod paryskim szafotem
stracił głowę w jakobińskiej ekstazie
podobno kwiczał jak świnia pod nożem
wcześniej Danton dobrotliwie pozdrowił kata
i kazał mu unieść ku niebu ostatni swój grymas
kilka metrów dalej, w pierwszym rzędzie
stara kobieta uśmiechając się robiła na drutach
sweterek dla wnuka, kolejnego rewolucjonisty

przed nią koszyk z wełną i kosze wypełnione głowami
trzy przecznice dalej, na skrzyżowaniu przeznaczenia
zgrabne niewieście dłonie wyplatały z wikliny
kolejne dramaty i historię tego świata

Piotr Stanisław Król
Delirium...

spijam zapachy azalii i rodondendronów każdą wiosną
jak ogłupiały truteń wypuszczony z zimowych kleszczy
przed chwilą jeszcze kroczyłem teraz lewituję swobodnie
wzdłuż ocienionej alei botanicznego rajskiego ogrodu*
mijam roztańczone dziewczęta i dostojną staruszkę
sunącą w rytm poloneza i wymachującą parasolką
niczym batutą przed wielką orkiestrą zielonej filharmonii
złote promienie słońca muskają figlarnie moją twarz
a nienasycone meszki wżerają się w gołe stopy w sandałach
wcześniej wstrzykując litościwie znieczulający narkotyk
wokół bzykanie, kwilenie, świergoty, szelesty i szumy
sam już nie wiem - to mój tinnitus czy majowa symfonia c-moll?
to dopiero początek szalonej balangi, a w głowie już zamęt
odurzony siadam na ławce i liczę śmigające, białe wiewiórki
no cóż, znów mnie to dopadło... delirium botanicum

                *Ogród Botaniczny w Powsinie pod Warszawą

Piotr Stanisław Król
Bieg

biegnę ścieżką przez las
miarowy, równy krok
puls w granicach 120
oddycham równo, głęboko
wchłaniam w siebie
boski zapach natury
Ricci może się schować
kilometr, pięć, dziesięć
wbiegam na słoneczną łąkę
brzozowa aleja kabacka
stoper stop, zatrzymuję się
skłony, przysiady, rozciągania
serce, płuca, aorty dziękują mi
za ładunek zdrowia, energii, życia
a za mną ruina, śmierć, tysiące ofiar
zmiażdżone przy robocie mrówki
okaleczony żuk gnojarz, leśny Herkules
wdeptana w ziemię gąsienica rusałki
spadła z wierzby, ale mogła jeszcze pożyć
krwawy ślad po modliszce z pożartym
w akcie kopulacyjnym kochankiem
martwe wielbłądki, wojsiłki, skorki
pluskwiak bezskrzydły kowalem zwany
mrówkolew podczas śniadania z mrówki
w sosie własnym i mszycą na deser
zrujnowane domy, tunele, autostrady
budowane sprawnie, bez dotacji unijnych
wgniecione w ziemię sportowym butem Nike
ze specjalnym systemem amortyzacji piętowej
zbrodnicze narzędzie, przeklęta broń
jutro znów je włożę i pobiegnę przez las
po kondycję, dla zdrowia i radości życia
niszcząc, burząc, kalecząc i mordując
mniejszych i słabszych ode mnie
do czasu...

Piotr Stanisław Król
Pięścią w miko2154yoy

miko2154yoy zalał się znów jadem
i zbryzgał ślinotokiem na inter-forum
śląc mi „życzenia” zza cyfrowej zasłony:
„powinieneś być w tym samolocie
i zdechnąć w smoleńskim bagnie!”
kim jesteś - miko-cyfry-i-coś-tam?
wpatruję się w zimny ekran monitora
który cieknie tylko ciekłokrystalicznością
milionów pikseli oczekujących na mój cios
odchylam się do tyłu i kontruję lewą pięścią
z wyprostowanym jak sztylet palcem wskazującym:
„miko2154yoy - kocham cię, jak siebie samego”
moderator portalu usunął mój wpis, chroniąc go
przed nokautem dobra zwyciężającego zło - litościwy

moderatorzy medialnego inter-bożka są bardzo czujni
jedenaste przykazanie ich dekalogu wykute w hostach:
- „nie zabijaj bliźniego miłością, kochaj go nienawiścią”
nakazem, dziesięć poprzednich - wpisem w wyszukiwarce
...sumienia

Piotr Stanisław Król
Nie jestem godzien

padam na kolana i pochylam pokornie głowę
nie zakłócam ciszy szeptem gorących warg
słowa gdzieś się zapodziały, myśli w strzępach
a Ty nade mną stoisz i cierpliwie czekasz...
za potężnym filarem stary konfesjonał
a w nim jeszcze chyba starszy, siwy kapłan
pokasłuje od czasu do czasu, zmęczony już
ciężarem słów, musi je dźwigać codziennie
i kłaść pod Twoimi stopami niczym kamienie
którymi wybrukowany jest ten nasz świat
czy mam mu jeszcze dołożyć na kark swoje?
zbyt wiele ich, zbyt ciężkie dla mnie, dla niego
dla Ciebie... W końcu wyrzucam z siebie:
„nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie...”
wychodząc ze świątyni, spotykam celnika
zatrzymuje się i patrzy mi głęboko w oczy
- zapomniałeś bracie... dokończę za ciebie:
„...ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”
lubię tego grzesznika, nie zdziera ze mnie cła
nie rozlicza, nie poucza i nie moralizuje
lecz przywraca słowa, które wciąż zapominam
wpisywać w rubrykach codziennej deklaracji wiary:
niegodnych, zagubionych, poszukujących.



Copyright by Piotr Stanisław Król   2010-2012
Kontakt z autorem     All right reserved