Piotr Stanisław Król Salonik Literacki Piotra Stanisława Króla
Strona główna
Kilka słów o autorze
Prezentacja prozy
Prezentacja wybranych wierszy
Przeczytaj opowiadanie przy małej czarnej
Wybrane tłumaczenia twórczości Piotra Stanisława Króla
Nagrania video - fragmenty książek
Recenzje książek autora
Felietony
Ulubione cytaty
Niezależny Magazyn Społeczno-Kulturalny InterMosty
Salonik Literacki otwarty na dobrą, przemawiającą do nas twórczość Poetów - zapraszam! Goście na Moście Saloniku Literackiego Galeria zdjęć autora, najbliższych i przyjaciół
Gdzie można kupić książki autora?
Kontakt z autorem
GOŚCIE NA MOŚCIE SALONIKU LITERACKIEGO

        Salonik Literacki jest coraz częściej odwiedzany. To miłe, nawet gdy ktoś pomylił to miejsce z pubem i nie dostał piwa, zakłął i wyszedł trzaskając drzwiami (tzn. klikając nerwowo myszką)... Jako pomysłodawca, współzałożyciel i aktualnie redaktor naczelny niezależnego magazynu społeczno-kulturalnego „InterMosty” przerzucam kładki, pomosty, mosty wszelkiego rodzaju. Czasem i tam gdzie nie ma rzeki, jest natomiast ogromna, „pustynna przestrzeń” niewiedzy, niezrozumienia, zagubienia w dotarciu do drugiego człowieka, innej społeczności, kultury, narodowości. Kiedyś odkrywało się lądy, teraz trzeba czasami na nowo docierać do brzegu wysp, wysepek ukrytych we mgle wszechpotężnej, cywilizacyjnej globalizacji, relatywizacji i komercjalizacji.
        Budować mosty między ludźmi, to nie znaczy - zgadzać się, rzucać się z okrzykiem „kocham cię” i poklepywać na prawo i lewo obolałe od tego ramiona bliźniego (obcego?). To maniera powszechna w polityce, za którą kryją się często: krętactwa, fałsz i zakłamanie. Budować mosty między ludźmi to znaczy przede wszystkim starać się poznać różnice i podziały, odmienne pojmowanie tego, co w nas i wokół nas. Zrozumieć drugiego człowieka, to tak naprawdę... zrozumieć samego siebie.

LISTA GOŚCI:
Mosty niemiecko-polskie
WOLONTARIAT PRZYJAŹNI
Wywiad z Jakubem Deką - koordynatorem Działu Programowego
w Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”


Mosty albańsko-polskie
PRZEMIJANIE - ISTNIENIE - TWÓRCZOŚĆ
Esej Jana Michała Stuchlego o Mazllumie Saneji


Mosty australijsko-polskie
POEZJA POTRAFI SIĘ PODOBAĆ
z Johnem a'Beckettem, australijskim poetą
rozmawia jego tłumacz, Wojciech A. Maślarz

(InterMosty Nr 1(2)/2011)


Mosty DOWN-owskie
Uprzejmie informuję Panie Baronie...


*   *   *

WOLONTARIAT PRZYJAŹNI
Wywiad z Jakubem Deką - koordynatorem Działu Programowego
w Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”
mosty niemiecko-polskie

(źródło: „InterMosty” Nr 1(2)/2011)
(data publikacji w Saloniku Literackim: 18 lutego 2012 r.)


FPNP
Wolontariusze i pracownicy FPNP. Warszawa, czerwiec 2010
Bogdan Bartnikowski - Świat się zmienia i od kilkudziesięciu lat wolontariusze to nie tylko chętni do wojaczki lub zaznajomienia się z zawodem, ale także...

Jakub Deka - ...ale także chętni do bezinteresownej pomocy ludziom jej potrzebującym. W Fundacji "Polsko-Niemieckie Pojednanie" od 2001 roku korzystamy z pomocy młodych ludzi z Niemiec. Tam, jak w innych krajach zachodnich, wolontariat rozwinął się nieco wcześniej niż w Polsce.

B.B. - Przed dziesięciu laty Fundacja prowadziła ogromną pracę związaną z wypłatami tzw. zadośćuczynienia Polakom więzionym przez hitlerowskie Niemcy.

J.D. - W tamtym okresie prace związane z wypłatami zajmowały 90% naszej działalności. Wtedy zaczęli zgłaszać się do nas młodzi Niemcy - dziewczęta i chłopcy po maturze, a przed studiami. Początkowo wpływały pojedyncze zgłoszenia. Młodzi, znający wojnę tylko z opowieści i literatury, zapragnęli poświęcić swój czas na pomoc Polakom poszkodowanym w czasie wojny.

FPNP
Pani Rozalia i Anne z Niemiec, Warszawa 2010
B.B. - W poczuciu moralnej odpowiedzialności za krzywdy wojenne...

J.D. - W Niemczech niewiele mogli dowiedzieć się o tym w szkole. Chętnie podjęliśmy pracę z wolontariuszami. Początkowo zorganizowaliśmy dla nich pracę w biurze Fundacji. Chcieliśmy też, aby przyjeżdżający poznali trochę Warszawę i nasz kraj, opanowali podstawowe zwroty w języku polskim i dowiedzieli się jak najwięcej o martyrologii Polaków w latach wojny. Spotykali się także z byłymi więźniami obozów koncentracyjnych i pracownikami przymusowymi III Rzeszy.

B.B. - Wówczas w Fundacji, z racji wypłat, bywało bardzo wielu więźniów i poszkodowanych.

J.D. - I istniała codzienna możliwość kontaktowania się wolontariuszy z nimi. Pierwsi wolontariusze przyjeżdżali na krótkie pobyty. Stopniowo jednak ich pobyty wydłużały się i obecnie, oprócz przyjazdów wakacyjnych, dwu czy trzymiesięcznych, prowadzimy też wolontariat trwający pół roku i dłużej.

FPNP
Pan Józef z polskimi i zagranicznymi wolontariuszami, Warszawa 2007
B.B. - To już możliwość głębszego poznania Polski i problemów osób poszkodowanych.

J.D. - Teraz pracuje u nas dwójka wolontariuszy, z tym, że w tych dniach przybędzie jeszcze dwoje. Obecnie przyjazdy wolontariuszy są już profesjonalnie organizowane. Fundacja ma w Niemczech takich partnerów, jak organizacje "Initiative Christen für Europa" i "Aktion Sühnezeichen Friedensdienste". Dzięki temu wolontariusze z Niemiec mogą na miejscu, u siebie, zorientować się o potrzebach i warunkach pracy w Polsce. Chciałbym jednak podkreślić, że współpracują w nami także Polacy. Intensywnie i owocnie współpracujemy z Fundacją "Świat na TAK", która organizuje szkolenia zachęcające do opieki nad osobami starszymi i potrzebującymi pomocy. Naszej Fundacji chodzi tu przede wszystkim o pomoc osobom poszkodowanym przez III Rzeszę.

B.B. - Czy wiele osób poszkodowanych korzysta z takiej pomocy?

J.D. - W tej chwili w samej Warszawie sprawujemy opiekę nad czterdzieściorgiem jej potrzebujących. Wolontariusze pomagają nam w ramach wolontariatu socjalnego i instytucjonalnego. Wolontariat socjalny to pomoc w zakupach, załatwianiu spraw, ale także wspólne rozmowy, spacery, wyjścia do teatru, do kościoła, spisywanie czy nagrywania opowieści z czasów wojny. Wszystko to pomaga starszym osobom zapominać o samotności, chorobach czy traumatycznych przeżyciach z przeszłości. Podopiecznym - aktualnie ok. 50 indywidualnym osobom - pomaga stale grupa ponad 40 wolontariuszy w różnym wieku, mieszkających zarówno w Warszawie jak i na terenie całej Polski. Zgłoszeń od osób potrzebujących otrzymujemy znacznie więcej, wciąż jednak bardzo trudno zorganizować nam taką pomoc na wsi, czy w odległych małych miejscowościach. Nasi wolontariusze pomagają też ofiarom nazizmu mieszkającym w domu pomocy społecznej "Kombatant" przy ul. Dickensa oraz domu pomocy społecznej przy ul. Korotyńskiego w Warszawie. Oczywiście nie ograniczamy się do współdziałania z młodymi wolontariuszami i przybywającymi z innych krajów. Mamy wielu wolontariuszy polskich, i to zarówno młodych, jak i dorosłych, a nawet w podeszłym wieku.

FPNP
Podróż pamięci pani Stanisławy, Szlezwik Holsztyn 2008
B.B. - A więc w ostatnich latach nastąpiło rozszerzenie działalności wolontariuszy.

J.D. - Jest duży postęp. W 2009 roku zdecydowaliśmy się rozwinąć wolontariat na skalę europejską i zaangażowaliśmy się w Projekty EVS - wolontariatu europejskiego - będące częścią programu Komisji Europejskiej "Młodzież w działaniu". Po otrzymaniu statusu organizacji goszczącej wolontariuszy europejskich, w 2009 roku nasza Fundacja przyjęła ośmioro wolontariuszy z pięciu krajów na okres dziewięciu miesięcy. Gościliśmy młodych ludzi z Ukrainy, Francji, Niemiec, Islandii i Portugalii. Angażowali się oni w pracę socjalną na rzecz byłych ofiar nazizmu, odwiedzając osoby poszkodowane w ich domach lub placówkach opiekuńczych, a także realizowali projekt edukacyjny "Audioguidem powojennej Warszawie".

B.B. - A jeśli idzie o wolontariat instytucjonalny...

J.D. - Tu młodzi ochotnicy uczestniczą w przygotowaniu publikacji, konferencji, wystaw i spotkań. Ciekawą i bardzo pożyteczną pomoc dają nam studenci z Uniwersytetu Warszawskiego. Mianowicie pomagają przyjeżdżającym do nas w pierwszym okresie pobytu w Polsce.

B.B. - Interesujące i ważne spotkania młodych z młodymi...

J.D. - Właśnie! Ta pomoc bardzo ułatwia przyjeżdżającym zrozumienie specyfiki życia w Polsce i poznania rówieśników z naszego kraju.

FPNP
Wolontariusze i byli więźniowie KL Auschwitz.
Oświęcim, styczeń 2010
B.B. - Dziesięć lat wolontariatu w Fundacji to szereg cennych doświadczeń organizacyjnych oraz możliwość poznania Polski przez liczną już grupę młodych Niemek i Niemców, którzy pracowali w Fundacji.

J.D. - Dotychczas gościliśmy blisko 200 wolontariuszy z Niemiec. Duża ich część po powrocie do domów zostaje "ambasadorami" naszej Fundacji w swoich krajach, nadal utrzymuje z nami kontakty i angażuje się w projekty polsko-niemieckie.

B.B. - Jakie są plany Fundacji na bieżący rok?

J.D. - Dalszy rozwój wolontariatu, który - mamy nadzieję - będzie łatwiejszy dzięki akredytacji Fundacji, jako organizacji goszczącej i dotacjom z Unii Europejskiej.

B.B. - Dziękuję za rozmowę i życzę realizacji planów.

Wywiad przeprowadził Bogdan Bartnikowski, redaktor magazynu „InterMosty”, poeta, prozaik, autor książki przetłumaczonej na wiele języków pt. „Dzieciństwo w pasiakach”". Kurier-ochotnik w Powstaniu Warszawskim, małoletni więzień obozów Auschwitz-Birkenau i Dachau)

Powrót do Listy Gości

*   *   *

PRZEMIJANIE - ISTNIENIE - TWÓRCZOŚĆ
Esej Jana Michała Stuchlego o Mazllumie Saneji
mosty albańsko-polskie

(data publikacji: 13 stycznia 2012 r.)

Albert Camus: Egzystencjalizm - czasami albo wręcz stale „czas życia” człowiek trwoni - a przecież mija ONO NIEUSTANNIE, bezpowrotnie! Nie wolno tego czynić TWÓRCY! POECIE! PISARZOWI!

MAZLLUMIE SANEJO
POETO
PISARZU
TŁUMACZU
WYBITNY ZNAWCO LITERATURY ŚWIATOWEJ
WYBITNY ZNAWCO LITERATURY POLSKIEJ i ALBAŃSKIEJ
CZŁOWIEKU NIEZWYKŁY
WSPÓŁCZESNY NORWIDZIE
WYGNAŃCU EUROPY
pozbawiony podstawowych środków codziennej podstawowej egzystencji...! Jednakże wielki TWÓRCO o wszechstronnych zainteresowaniach, ciągle poszukujący NOWEGO - AUTORZE bardzo licznych dokonań literackich, tłumaczu literatury bałkańskiej na język polski i literatury polskiej NA OBSZAR całej diaspory albańskiej NA ŚWIECIE - chcący jedynie tworzyć, natchniony przeróżnymi inspiracjami, osadzony na mocnym fundamencie Sztuki Słowa.

Mazllum Saneja
Któż to - coż to za Osoba... Obiektywnie FENOMEN. Smutny, osamotniony, TUŁACZ, jak bardzo trafnie ujął to współczesny POETA POLSKI Piotr Stanisław Król w wierszu:

Norwidowskie cienie
            przyjacielowi - Mazllumowi Saneji
            albańskiemu poecie

ujrzałem sunący cień Cypriana Kamila Norwida
w naszym warszawskim pejzażu, nie w paryskim
zamyślony poeta z biedą pod pachą w XXI wieku
albański posłaniec Gjakove, Podrimji, Zhiti, Kadare
po nocach w blasku świecy z szacunkiem i czcią
przerzuca mosty, po których w dostojnym rytmie
suną: Herbert, Różewicz, Jan Paweł II, Szymborska
i wraz z wieloma innymi zapełniają zaułki i serca
dumnego, niezłomnego narodu poezją znad Wisły

norwidowskie cienie naszych czasów, pusta sakiewka
i bogactwo duszy, serca, szlachetnych pereł poezji
i ta smutna, pochylona ciężarem doświadczeń dama
bulimiczno--anorektyczna towarzyszka życia - bieda...

drogi Mazllumie, jesteś bogaczem i herosem tego świata
nie wpisanym w ranking najbogatszych businessmanów
ale za to twój majątek przetrwa wieki - ich sczeźnie
i rozsypie się w proch, poezja jest twardsza niż diament
napełniasz nią skarbiec kultury naszych dwóch narodów
z norwidowskim przesłaniem:
„Słowo - jest czynu testamentem”

Wiersz twórcy, Piotra Stanisława Króla pewnie wystarczyłby jako pełna biografia Mazlluma Saneji.
Mazllumie Sanejo, codziennie borykający, zmagający się z podstawowymi brakami materialnymi, pozbawiony możliwości zaspokojenia zwykłych podstawowych ludzkich potrzeb, codziennej egzystencji, wielokrotnie nie zauważany przez ludzi sobie współczesnych. Jakież podobieństwo Twojego losu do losów ludzi wielkich, także za ich życia niedocenianych: poety Cypriana Kamila Norwida, malarza prymitywizmu Nikifora Krynickiego (właśc. Epifaniusza Drowniaka), malarza Vincenta van Gogha. Jednakże z drugiej strony, co tyczy się potrzeb duszy - sztuk wszelkich, PRZECIEŻ POTRZEBNYCH TAKŻE TYM OBOJĘTNYM LUDZIOM - Mazllumie jesteś jednym z największych współczesnych bogaczy, posiadaczem dóbr nieprzemijających dla przyszłych pokoleń.
W twórczości autorskiej Poety i Pisarza Mazlluma Saneji wyraziście widać jako dominantę - treści głębokiej troski o losy ludzi, społeczeństw, ich przeżyć, cierpień, smutku, wołania o sprawiedliwą egzystencję, o pokój w jego ojczyźnie Kosowie, na całym świecie.
Wiersze Mazlluma, jego dzienniki to refleksyjne, nostalgiczne, wołające wobec współczesnych mu „bywalców czasowych” w codziennym jego otoczeniu są wyrazami buntu, krzyku wobec przejawów pychy, snobizmu, nietolerancji, ksenofobii i wszelakiej maści nacjonalizmów, ect.
Twórczość Mazlluma - jego dzieła krzyczą: siłą potężnych chórów, wichrów, fenomenów przyrody, to głos przestrogi, potępienia, czasem przerażającej CISZY... ale nigdy ŻALU.
Mazllumie jesteś Twórcą bardzo dojrzałym lecz ciągle poszukującym. Sam zaś jako Człowiek smutnym, osamotnionym, pozbawionym OJCZYZNY niczym WIECZNY WĘDROWIEC, niczym ODYSEUSZ, który mimo Długiej powrotnej Wędrówki z TROJi do ITAKI MIAŁ DO KOGO WRACAĆ.
...A TY ?

Jan Michał Stuchly
Racibórz, Polska, 08.02.2012

Mazllum Saneja, Jan Michał Stuchly i Aneta Gołębiewska
Od lewej: Mazllum Saneja, Jan Michał Stuchly
i Aneta Gołębiewska

Mazllum Saneja (ur. 1945 r. w Gjakovë w Jugosławii (obecnie Kosowo) - poeta albański, eseista oraz tłumacz literatury polskiej na język albański i literatury albańskiej na język polski. Ukończył filologię albańską na Uniwersytecie w Prisztinie. Języka polskiego uczył się na kursach dla cudzoziemców na Uniwersytetach: Warszawskim, Wrocławskim i Jagiellońskim. W 1997 roku został laureatem prestiżowej nagrody literackiej ZAIKS–u za wybitne osiągnięcia w dziedzinie przekładu literatury polskiej. Jest członkiem PEN Clubu w Kosowie.

Powrót do Listy Gości

*   *   *

POEZJA POTRAFI SIĘ PODOBAĆ
z Johnem a'Beckettem, australijskim poetą
rozmawia jego tłumacz, Wojciech A. Maślarz
(InterMosty Nr 1(2)/2011)
mosty australijsko-polskie
(data publikacji: kwiecień 2011)

Wojciech A. Maślarz: Kiedy zacząłeś pisać poezję?

John a'Beckett        John a'Beckett: Och, dość dawno temu, późne lata 60-te XX wieku. Najpierw w szkole, potem na Uniwersytecie. Pisałem straszne rzeczy, naprawdę. Spaliłem całą tę bazgraninę. Gorliwie próbowałem utworzyć atmosferę, ale bez przewodniej myśli to nie miało głębszego sensu. Byłem pod urokiem znakomitego amerykańskiego poety, Roberta Lowella - fascynowało mnie jego "muskularne" użycie języka, przepych barokowych fraz. Nie mogłem się uwolnić od tej jego maniery. Wyzwolenie przyszło, gdy zerwałem z poezją i to na całe lata. Zaczęły pociągać mnie inne zainteresowania: sztuka teatru, dialogi i monologi... Ciągle jestem czynnym dramaturgiem radiowym.

Wojciech A. Maślarz: Czy są jacyś polscy poeci, których podziwiasz?

        John a'Beckett: Tak. Ale wolę zmienić słowo "podziwiać" na "potrafią mi się podobać"? Polską poezję przeczytałem oczywiście w tłumaczeniach. Nie potrafię posługiwać się potocznym polskim, ani nie znam jego głębi tonów, ani wewnętrznej muzyki, jaka kryje się w słowie. Wszystko, co słyszę, jako zagorzały uczeń pobierający lekcje polszczyzny, jest tym, co wielki angielski tłumacz, zmarły niedawno Noel Clarke, powiedział - to "szelest liści"... Ale powróćmy do słowa "podziwiać". Otóż ogromnie podziwiam Czesława Miłosza. Poeci piszą eseje, a Miłosz był największym z XX-wiecznych eseistów. Ale również Szymborska, cenię ją za jej filozoficzne refleksje i lekkość frazy. A dla frazy "potrafiący się podobać", zdecydowanie przepadam za pewnymi utworami Lechonia, czy Leopolda Staffa. Z pewnością oddziaływuje na mnie poezja Juliana Tuwima i dla nastroju wiersze Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej (jej nazwisko jest tak długie, że nigdy nie pamiętam jak właściwie się je wymawia, przepraszam). Jeśli chodzi o "nowe pokolenie poetów" to może poza wyjątkiem Jacka Dehnela - oni dla mnie nie istnieją - martwa poezja z brudnego brulionu. Jest to obsesyjny, prowincjonalny, a zarazem anorektyczny śmieć, który nie trafił tam, gdzie jego miejsce. Ale, za pomocą moich tłumaczy - i ty Wojtek jesteś jednym z nich, nie odprawiam młodych z kwitkiem. Wiesz, że jestem edytorem projektu NEW EUROPE WRITERS i że zamieszczamy utwory młodych polskich poetów, ale tych pozbawionych anorektyzmu myśli i którzy nie ulegają samouwielbieniu.

Wojciech A. Maślarz: Co oprócz czytania również wpływa na twoją twórczość?

        John a'Beckett: Myślę, iż nowe środowisko, nieodkryte wiejskie okolice zachowujące swój sielski charakter, to wszystko jest stymulujące. Polska, która jest dla mnie, jako Australijczyka, tak daleka, szczególnie wtedy, gdy przybyłem tutaj po raz pierwszy w 1995 r. Inna kultura i inny język wpływa na mnie w najdziwniejszy sposób. A także podróże do niezwykłych w moim odczuciu miejsc. I pewne dzieła sztuki, które z powodu ich tajemniczej aury skłaniają do medytacji.
        I język angielski, oczywiście, dla jego wspaniałych onomatopei, których nauczam w Polsce i usiłuję przekazać moim studentom.

Wojciech A. Maślarz: Twoja poezja odsyła do historii, sztuki i miejsc - czy odnosi się do twojego osobistego doświadczenia?

        John a'Beckett: Tak, to jest osobiste. Nie da się tego uniknąć. Ale próbuję chować swoje "Ja" za moją poezją. Nie uważam, aby poezja była autobiografią. Chowam siebie za maską, mówiąc inaczej. Być może, jako dramaturg-poeta, jestem świadomy obecności czytelnika.

Wojciech A. Maślarz: Wiem, że bycie edytorem oznacza brak czasu, ale bawisz się w redaktora z sukcesem. Nie masz jednak wrażenia, że to zabija czas na pisanie poezji?

        John a'Beckett: Tak, ale jako edytor mam częsty przywilej czytania świeżej pracy i to mnie inspiruje. Lubię myśleć, że nie jestem poetyckim pustelnikiem, ale częścią piszącej społeczności. To trzyma mnie na obrotach.

Wojciech A. Maślarz: Czy masz jakieś poetyckie plany dla najbliższą przyszłość?

        John a'Beckett: Uwielbiam to wyrażenie "poetyckie plany". Są to moje plany odnośnie podróży na lato i stają się bardzo poetyckie, głównie dzięki eksplozji turystycznej populacji, która stwarzając poetyckie sytuacje nie czyta poezji! Ale OK, masz na myśli moje plany odnośnie poezji.
        Jestem opublikowany ostatnio - dzięki twoim tłumaczeniom - w kilku bardziej znanych polskich periodykach literackich oraz kilku antologiach. Byłem raczej leniwy, jeśli chodzi o pisanie w angielskim, no, ale mieszkam w Warszawie. To mnie wciąga. Cóż, dwujęzyczna książka z moimi ostatnimi wierszami jest więcej niż spóźniona. Czas się wziąć do roboty!

Wojciech A. Maślarz: Publikujesz innych poetów zapominając o własnej twórczości. Jakie to skromne, a zarazem zgodne z polskim powiedzeniem: szewc w dziurawych butach chodzi.

        John a'Beckett: Szewc mówisz? Czy poeta nie wystukuje swoich wierszy jak szewc określając rytm młotkiem? Zdaje się, że Herbert coś takiego powiedział.

Wojciech A. Maślarz: Ciekawe spostrzeżenie. Dziękuję za rozmowę.

        John a'Beckett (ur. w 1948 r. w Melbourne) - australijski poeta i dramaturg. Obecnie mieszka w Warszawie i jest lektorem języka angielskiego. W 1972 otrzymał stypendium twórcze Australia Arts Council Literature Board i przez trzy lata mieszkał we Francji. Do Polski przybył korzystając z grantu Potter Foundation, by szukać sztuk dla The Melbourne Writers Theatre. W roku 2008 jego wiersze ukazały się w periodykach "Latarnia Morska", "Nowa Okolica Poetów" oraz "Pogranicza". Obecnie jest redaktorem naczelnym New Europe Writers. Jego utwory ukazywały się w antologiach anglojęzycznych, a ostatnio w "Warszawskim skrzyżowaniu" (2006), antologii pisarzy z różnych krajów świata związanych z Warszawą.

        Wojciech A. Maślarz - tłumacz i poeta, absolwent kulturoznawstwa oraz amerykanistyki. Publikował w antologiach anglojęzycznych i polskich, zarówno tłumaczenia jak i własne utwory, głównie wiersze i krótkie opowiadania (zamieszczane m. in. w antologiach Prague Tales 2007, Warsaw Tales 2010). Autor dwóch tomików poezji, "Image Minotaura" i "Miasto Girardoff". W przygotowaniu "To Release a Peacock".

Powrót do Listy Gości

*   *   *

Uprzejmie informuję Panie Baronie...
mosty DOWN-owskie

(data publikacji: 14 grudnia 2010 r.)

        Wśród pomostów, mosteczków, mostów - ten jest jest jednym z najpiękniejszych, najbardziej wartościowych. Często tych ludzi niezauważamy, kiedy przechodzą po nich tuż obok nas... Kiedyś napisałem list w tej sprawie do nie żyjącego już, pewnego Barona. Czy trafił do niego tam, gdzie obecnie przebywa? Czy trafi do nas, do naszych serc? Opublikowałem go w jednej z moich książek. Warto do niego powracać...

        Jakiś czas temu, zmagając się z bezsennością, przerzucałem pilotem kanały telewizyjne, w porze tzw. "minimalnej oglądalności". Na jednym z nich puszczano reportaż z lekkoatletycznych zawodów "Muminków", dzieci z zespołem Downa. Odłożyłem pilota, usiadłem wygodnie w fotelu i z uwagą zacząłem śledzić ten szczególny mityng sportowy. Co mnie do tego skłoniło? Sam nie wiem. Może ta mała, puciata dziewczynka ze śmiesznymi palemkami na głowie, roześmiana od ucha do ucha? A może dumna mama, obejmująca ze łzami w oczach swojego synka, który rozpaczliwie starał się wyrwać z tego iście pytonowego uścisku? Był przecież bohaterem, zwycięzcą z prawdziwym pucharem, a nie jakimś tam sobie maminsynkiem.
        Niewielki stadion, garstka widzów - głównie rodziców, bliskich oraz przyjaciół. Przed telewizorem ja i ułamek procenta podobnych do mnie, bezskutecznie zmagających się z brakiem snu. Podczas tych zawodów byłem świadkiem wydarzenia niezwykłego, przepięknego. Przywracającego wiarę w coś, co wydawałoby się, minęło bezpowrotnie... Przejdź przez ten cały mostek DOWN-owski i zapoznaj się z listem do Barona Pierre de Coubertin

Powrót do Listy Gości

*   *   *



Copyright by Piotr Stanisław Król   2010-2012
Kontakt z autorem     All right reserved